czwartek, 2 marca 2017

1 marca 2017

W tym wpisie na blogu chciałbym bardzo serdecznie podziękować Pani redaktor naczelnej i zespołowi portalu iturek.net.pl za umożliwienie mi zamieszczenia tego co napisałem. Również chciałem przeprosić kilka osób, bo za dużo w swoim tekście napisałem bez konsultacji z nimi na tematy ich rodzin. Jeżeli ktoś z kim pisałem czy rozmawiałem czuję się urażony tym co zrobiłem bardzo przepraszam. Nie mam prawa bawić się w adwokata, bo każdy może mówić za siebie. Jednak musiałem zareagować na sytuację takiego typu. Otóż na jednym z portali umieszczono te trzy teksty do których linki zamieszczam poniżej.
http://www.turek.net.pl/felietony/18472-kult-wykletych-dzieli-turkowian
http://www.turek.net.pl/listy-do-redakcji/21535--grozny-ale-na-ile-prawdziwy
http://www.turek.net.pl/listy-do-redakcji/21532-wybiorcza-pamiec-o-wykletych-
W całym zeszłym roku gdzieś na tym portalu na temat „Groźnego” pojawiały się podobne teksty nie tylko w okolicach 1 marca. Widząc brak obiektywizmu ze strony twórców portalu postanowiłem szybko napisać do nich list z prośbą o zamieszczenie go tam. Zostałem kolokwialnie mówiąc olany. Postanowiłem próbować dalej gdzieś to umieścić no i się udało. Tekst był napisany na szybko musiałem użyć konkretnych faktów żeby uzmysłowić lepiej czytelnikowi o co chodzi. Stąd ktoś może mieć pretensje. Być może niezbyt delikatnie napisałem o pewnych sprawach. Zapewniam że szanuję rodziny żołnierzy oddziału Kokolskiego jak tych członków rodzin których krewni zginęli z rąk oddziału, lub też innego z którymi miałem do tej pory do czynienia. Nie było czasu na przemyślenie dokładnie tego co napisałem i jakie konsekwencje może mój tekst wywołać. Choć ogólnie nie wierzę w to że jakaś większą liczba osób go przeczyta. Nie podoba mi się cała nagonka na oddział „Groźnego” w ostatnich latach w powiecie turkowskim. To plucie na ludzi którzy nic nie zawinili chodzi mi o członków rodziny żołnierzy którym się dostaje się rykoszetem w tekstach coraz większej liczby „znawców tematu”. Bo zmarłym jest to co się tu dzieje chyba obojętne. Jednak nie powinno się szargać ich pamięci w tekstach nie popartych dokładnymi faktami i komentarzach pod nimi. Pisanymi przez ludzi którzy się nie znają na niczym. Mój tekst jest pod tym adresem.
http://www.iturek.net/2720/ad-vocem-1-marca-czyli-o-podgrzewaniu-atmosfery
Nikogo nim nie przekrzyczę i nic nie zmienię. Natomiast trzeba było głośno powiedzieć o pewnych sprawach.

sobota, 14 stycznia 2017




W zeszłym roku pojawiło się drugie wydanie książki „Konspiracji antykomunistyczna i podziemie zbrojne w Wielkopolsce w latach 1945-1956”. Wydanie jest rozszerzone o jakieś 200 stron. Mimo to nikt nie doczeka się na nowe informacje odbitki dokumentów zdjęcia, cokolwiek co odpowiedziałoby na stare pytania dotyczące oddziału „Groźnego”. Mimo że w środku znajdują się dwa artykuły autorstwa doktora Jerzego Bednarka. Pierwszemu zmieniłbym tytuł na „Oddział partyzancki Eugeniusza Kokolskiego wersja 1.3” drugi którego wcześniej nie czytałem dotyczy Stanisława Przybylaka „Marianny”. Ten artykuł jest o tyle ciekawy, ale tylko dla mieszkańców powiatu turkowskiego, że pokazuje trochę mechanizm tworzenia się struktur AK w tym rejonie. Zostały rozwinięte pewne wątki z życia Stanisława Przybylaka. To też jest jakaś mała nowość. Naprostowano udział informatora „Wulkan” w próbach pojmania. Z resztą nawet Bednarek dokopał się do jego danych i podał konkretne nazwisko. Przy okazji zajebał się przy opisywaniu ilu to mieszkańców Turku wyjechało na roboty. Gdyby te 7tyś wyjechało to by w tym mieście chyba tylko staruszkowie zostali (w tym czasie o ile pamiętam Turek miał gdzieś 11tyś ludności patrząc na Wikipedię to będzie niecałe 10 tysięcy w tym Żydzi tych z kolei na roboty nie wywieziono tylko wcześniej wywieziono do gett i obozów co zmniejsza jeszcze liczbę potencjalnych kandydatów na przymusowych robotników z samego Turku). 7 tyś. ok ale razem z powiatu. Pewne dane należy sprawdzać, a nie brać w ciemno co ktoś napisał wcześniej i żeby było ładniej używać nieprecyzyjnego języka. Jeszcze mamy nową listę członków oddziału. Kilka nazwisk odpadło coś nowego się pojawiło. A literówki w nazwiskach i inne błędy zostały. I tyle mamy nowego w tym temacie. Gratulacje kupa gówna za pieniądze podatników. Przez 9 lat badać i tylko tyle móc napisać o oddziale „Groźnego” to tylko IPN potrafi. To jest moje subiektywne zdanie albowiem wiem, że robili kwerendy podczas których znajdowano kolejne dokumenty, mają kontakt z rodzinami żołnierzy „Groźnego”, sprawa z Warty podobno wyglądała inaczej (nadal Bednarek co mnie bardzo wkurza i za pewne nie tylko mnie nadużywa słowa „rozkaz” zwłaszcza gdzie brakuje na to pisemnego potwierdzenia a podobno bardzo skrupulatnie wszystko odnotowywane. Najbardziej drażni to w odniesieniu do akcji w Warcie) ale po co mieli by uwzględniać pracę regionalisty z tego miasta. IPN pies ogrodnika komuś nie dadzą poczytać zobaczyć dokumentów (niech nikt się nie zasłania że historycy i dziennikarze mogą bo mi chodzi o zwykłych ludzi) a sami w tej sprawie nic nie zrobią. Przy okazji nie widziałem w nowym wydaniu kopii meldunku z podpisem „sierżant Kokolski” (o ile dobrze pamiętam). Łatwiej było by dzięki temu tłumaczyć niektórym osobnikom jak się nazywał. Cóż pech. Całej książki nie oceniam tylko tą część o „Groźnym”. Oceniam źle albowiem, IPN jest to instytucja duża finansowana z podatków ludzie zawodowo zajmują się tam pracą naukową. Chyba można wymagać od pracowników instytucji państwowych dobrej pracy. Niektórzy przez lata opisali masę spraw a tu ciągle to samo. To cholernie irytuje. Jeżeli jednak ktoś zaczął interesować się oddziałem „Groźnego” teraz nie potrzebuje specjalnych informacji na temat członków swojej rodziny musi zapoznać się z jej zawartością.