środa, 26 marca 2014

Pierduleton

Ten mój pseudo felieton dotyczy problemu niededukowanej prowincji. Wiadomo na prowincji z edukacją słabo zwłaszcza na wisi i miasteczkach wiele małych szkółek z niedużą liczbą dzieci . W większym mieście podobnie mimo, że ma prawa miejskie to szanowne instytucje państwowe patrzą na szkolnictwo i ludzi w kategoriach drugorzędnych jeśli ma ono burmistrza a nie prezydenta. Nie wystarczy mieć szkoły średnie trzeba też mieć wielkość odpowiednią. Aby poprawić stan rzeczy i udowodnić że na prowincji też można kształcić dobrze i nowocześnie nie tylko w kierunku zawodowym, ale i nauk humanistycznych. Dyrekcje szkół dwoją się i troją żeby w Dniu Pamięci o Żołnierzach Wyklętych i okolicach tego święta nie zabrakło znamienitych gości. Najlepiej z IPN bo to podnosi prestiż danej szkoły. Wiadomo nikt więcej nie wie o lokalnej historii niż pan z doktoratem choćby ten doktorat był zrobiony np. nie wiem z powstania wielkopolskiego. Są oczywiście tacy którzy swoje doktoraty i całą pracę zawodową oparli na badaniu powojennej historii. Ci są pożądanymi i cennymi gośćmi dlatego ciągle zajęci. Jak do tej pory sami się tacy trafiali. W tym roku ktoś w IPN z Poznania uznał że prowincja nie zasługuje na nic dobrego. Ciemnogród nieznający własnej historii da się zaspokoić paroma opowiastkami o dzielnych żołnierzach z oddziału „Groźnego” i będą szczęśliwi.
Plan może i by się udał gdyby nie ten przeklęty Internet i te portale które z każdej ważnej imprezy zdają relację. Nawet mało wyrobiony w temacie czytelnik mógł w reportażu zauważyć że nagle z grupy kilkudziesięciu funkcjonariuszy UB, milicjantów, funkcjonariuszy NKWD. Powstała grupa 1300 osobowa. „Groźnemu” przybywa ludzi w obstawie bo w przyrodzie musi być równowaga skoro jednych autor prelekcji cudownie rozmnożył niczym mój adwersarz internetowy z który podważa wszystko co z „Groźnym” związane. On lubi jak widzę rozmnażać Żydów na papieże a pan doktor ubeków. Tym razem pierwszy i chyba ostatni raz zgodzę się z nim w kwestii poprawek które zrobił na forum pod artykułem ale tylko tam gdzie nie mnożył Żydów. Fantazja prelegenta z IPN godna Zagłoby rzekłbym. Dalej jest tylko lepiej liczby, liczby z tyłka wzięte niczym e. coli. Taki młody człowiek wyrasta potem na niededukowanego idiotę bez swojej wiedzy i zgody nawet jeśli chciał i uważał co chciano mu na zajęciach przekazać. Jak widać na załączonym obrazku są tacy którzy słuchali uważnie i potwierdzili ,że to nie piszący notkę jak kiedyś sugerował ktoś z czytelników pił wódkę zanim napisał artykuł dotyczący obchodów 1 marca tylko pan z doktor.
Lepiej było kilka dni wcześniej w muzeum, ale nie wiele. Ani jednym zdaniem nie czepię się doktora Sierchuły ponieważ znam jego prace. I tylko ten kto jego artykułów na oczy nie widział powie że był nieprzygotowany pokaz był po łebkach. Pokaz był inny łatwiejszy w odbiorze niż jego „nudne”, czasami ciężkie w odbiorze artykuły. Temat był niesamowicie ciężki mimo to przeszedł przez niego jak profesjonalista sprawnie o punktualnie bez zbędnego gadania. Być może to zasługa tego że takich wykładów daje kilkanaście może kilkadziesiąt w roku.
Natomiast klątwa prowincji objawiła się w postaci wysłania wprost z Poznania doktora Kucharskiego. Nie twierdzę że był zupełnie nieprzygotowany. Nie znał tematu zupełnie. Coś tam wiedział. To kumaty człowiek znający historię Wielkopolski. Tylko akurat nie specjalizujący się w temacie oddziału „Groźnego” co było widać mimo tego że dość sprawnie poradził sobie z wieloma rzeczami. Czy jest sens wysyłać w teren takich ludzi jak on? Podejść do tematu w IPN zapewne było takie skoro nikt nie chce jechać do tego 30 tyś. wypizdowia z pięknego bogatego Poznania to wyślemy naszego „Bonda”Kucharskiego on załatwi sprawę na prowincji ci ludzie mało wiedzę więc i tak nie zauważą że coś jest nie tak.
Tymczasem ta prowincja i dalsza prowincja z poza powiatu chce wiedzieć więcej, znacznie więcej. Wiedzieć więcej chcą zwłaszcza rodziny żołnierzy jak i ofiar oddziału. Pierwsi chcą wiedzieć co myśleć o swoich bliskich gdy czytają o egzekucjach. Wielu z nich wycierpiało wiele, tak wiele że dziś chcą tylko poprawki w tekście i milkną kiedy próbuje się do nich dotrzeć. Drudzy pytają się czemu ich krewni zginęli. Pytany o to wszystko nie umiem odpowiedzieć nie mogąc mieć dostępu do akt. Szukałem więc odpowiedzi w takim miejscu jak muzeum i wyszedłem z dużym niedosytem. Moje prywatne zdanie jest takie, że IPN przypomina sobie o czymś kiedy ktoś chce zdobyć tytuł doktora po odpowiedniej liczbie publikacji sprawa zostaje zamknięta, a dociekliwi odsyłani do pionu śledczego.
Jakiś czas temu bodajże burmistrz Turku pan Czapla apelował żeby nie pisać o Turku jako mieście emerytów bez perspektyw, bo czytające to agencje zajmujące się znajdowaniem dobrych miejsc pod nowe inwestycje mogą się wystraszyć. Jak na razie Turek i okolice są traktowane jako głęboka nie rokująca poprawy prowincja przez IPN. Skoro wysyła się ludzi z łapanki byle by miał „dr” przed nazwiskiem. Gorzej jak w ślady IPN pójdą inne instytucje które miały podnieść wiedzę uczniów i okolicznej ludności.
Smuci mnie fakt że po tylu latach podczas których zbierałem różne książki kserowałem artykuły, aby inni mogli wygodnie w fotelu przeczytać trochę faktów nadal ludzie nie napiszą pod artykułami takimi jak tamten „to jest bzdura”. Setki razy. Nie zaprotestują przeciwko olewaniu ich przez IPN. Testowaniu ich wiedzy, inteligencji i cierpliwości. Zamiast tego szarpią się zmieniając tok dyskusji pod artykułem doprowadzając każdorazowo do zamknięcia możliwości komentowania co za tym idzie zabroniono pokazania gdzie popełniono błędy w tekście cóż kogo portal ten decyduje. Natomiast pan doktor chyba tak mocno się zbłaźnił że Seńko (dyrektor ZST) widząc co się stało nie kazał puścić na stronie szkoły tej relacji. To samo zrobił konkurencyjny portal. Cóż wygląda na to że temat Żołnierzy Wyklętych jest w turkowskim internecie nadal, nie tyle wyklęty co przeklęty skoro tak się dzieje.

W tym peirduletoni (do felietonu to temu lata świetne brakują) autor zawarł subiektywne odczucia po konferencji w muzeum oraz przeczytaniu sprawozdania z odczytu w ZST w Turku. Wszystkich urażonych mam gdzieś.
Zrzuty ekranu z portalu turek.net.pl


wtorek, 18 marca 2014

Po konferencji

Dzisiejsze popołudnie i wieczór spędziłem w muzeum. Dziwnie się siedziało na tej samej sali z lokalnymi oficjelami (burmistrzem Turku i wicewójtem gminy Przykona na czele). Nauczycielami z różnych szkół i staruszkami pamiętającymi tamte czasy. Zaskoczyło mnie kiedy zaczęła się dyskusja że pan Janicki (przynajmniej tak mi się wydaje że to on) mówił o rozstrzelaniu Żydów w Warcie w inny niż dotychczas sposób. Pierwszy raz padły słowa o tym że owi Żydzi mieli zapłacić za zboże Polakowi i nie zapłacili. Niestety kwestia tego po co żołnierze "Groźnego" akurat do niego przyszli nie została rozwinięta(albo już nie pamiętam że coś takiego pisał). Nie było tego jadu który sączył się w felietonach z przed kilku lat (oj pamiętam je jeszcze) z tym że nadal trzymał się swojej linii znów próba negacji stopnia "Groźnego" itp. Jednak nic na temat działalności rabunkowej słowem nie wspomniał tak jak zrobił to na wikipedii i w felietonach. Czyżby bał się że go doktor z IPN zgasi? Gdybym był pewny że to on i dopuszczono mnie do głosu z chęcią przypomniałbym o felietonach zgromadzonym tam ludziom którzy nie reagowali na to że nagle zabrał głos ktoś kto zmieszał z błotem żołnierzy "Groźnego". Mimo to mam do niego pewien szacunek że pojechał w teren i sprawdzał co się działo u źródeł. No i dobrze że przyjechał we wtorek. Spodziewałem się jatki podobnej do tej jaka miała miejsce kilka lat temu na forum turek.net.pl po felietonach Janickiego. Być może jej nie było tylko dlatego, że przyszli ludzie którzy byli bardzo mało zorientowani w temacie. A reszta ze względu na funkcje które sprawują milczała żeby nie strzelić sobie w stopę.

Kolejnego rozczarowania doznałem ponieważ dr Kucharski miał dyplomatyczne podejście do spraw o których mówił. Czyli nie podejmował niczego co nie było do końca wyjaśnione zasłaniając się tym. że jak coś nie jest zbadane to lepiej nie ruszać, aż ktoś zbada. Badanie pozostawił pionowi śledczemu IPN. A szkoda bo sprawy niewyjaśnione są najważniejsze, to one wzbudzają najwięcej kontrowersji. Tu wrócę do sprawy komendanta Leszczyńskiego skoro jak powiedział doktor rozstrzelano za działania na szkodę niepodległości państwa to za co konkretnie? Bez sensu było pytać o sprawę Andrzeja Chojnackiego skoro wiadomo było z góry że odpowiedź będzie podobna jak w wypadku zajścia w Giecznie. Mam wrażenie że wszystko utknęło w miejscu a IPN robi coś podobnego do mnie czyli popularyzuje mimo że ja jestem tylko pionkiem bez dostępu do archiwów a oni wielką instytucją z ludźmi przewyższającymi mnie pod każdym względem szkoda marnować taki potencjał IPN. Szkoda również że nie ujawnili się lokalni historycy którzy na moim poprzednim blogu pisali że oddział "Groźnego" to zwykła banda, bandyci itd i powiedzieli doktorowi Kucharskiemu oraz przybyłym na jakiej podstawie wysuwają takie wnioski. Ze względu na brak odpowiedzi na tego typu pytania uważam że konferencja nie do końca się udała.
Natomiast posłuchać wszystkich wykładów i starszych ludzi którzy sporo wiedzieli i wyjaśnili kilka kwestii dotyczących np ludzi zlikwidowanych przez "Groźnego" rzecz bezcenna.


Dzięki uprzejmości czytelnika bloga dla tych którzy nie mogli być tylko wykład dr Kucharskiego, bez późniejszej dyskusji.
Wykład dr Dariusza Kucharskiego

niedziela, 9 marca 2014

Powtórka tego co było we Władysławowie rok temu

18 marca w turkowskim muzeum o godz. 17.00 zaczną się wykłady podzielone tematycznie: od godz. 17.05 do godz. 17.25 dr Rafał Sierchuła opowie o działalności Narodowych Sił Zbrojnych w Wielkopolsce w 1945 roku, od godz. 17.25 do godz. 17.45 ks. dr Jarosław Wąsowicz z SDB przybliży nam postać Danuty Siedzikówny, znanej pod pseudonimem „Inka”. Następnie w godz. 17.45-18.05 dr Dariusz Kucharski wygłosi krótki wykład na temat oddziału partyzanckiego Eugeniusza Kokolskiego (ps. „Groźny”), którego działalność wzbudza wiele kontrowersji.
Zgromadzeni będą mogli wziąć udział w dyskusji, a także obejrzeć film „WSGO – Warta” w reż. Adama Sikorskiego. Na pewno będzie to bardzo pouczające spotkanie, które zaspokoi ciekawość wielu pasjonatów historii.

http://www.turek.net.pl/miasto/11382-zolnierze-wykleci-przyjdz-do-muzeum-i-dowiedz-sie-kim-byli

wtorek, 24 września 2013

Baner

Kiedy kilka lat temu robiłem prosty baner ze zdjęcia nie wiedziałem kto je zrobił ani tego że udostępnił je Tadeusz Michalski"Ryś" ta fotka krąży w publikacjach a tylko w jednej z książek jest mowa dzięki komu przetrwała. Jak by ktoś wiedział kto ją zrobił niech napisze z resztą jestem również ciekaw autorstwa reszty zdjęć.

piątek, 16 sierpnia 2013

Giemborek

Na stronie 392 słownika biograficznego "Konspiracja i opór społeczny w Polsce 1944-1956" w notce dotyczącej Ireny Odrzywołek trafiłem na znajomo brzmiące nazwisko Giemborek. Otóż mamy tam ppłk Juliana Giemborka sprawa w której dotyczy notka toczy się w grudniu 1946 roku w Katowicach, a ten pan oprócz awansu na podpułkownika awansował na szefa WSR w Katowicach. Postaram się zweryfikować w ogólnie dostępnych źródłach czy to ten sam major który sądził w Turku.

Tak sobie czytałem dalej i znów trafiam na Giemborka str149 biogram Bolesława Płachcińskiego. Tym razem wyrok z początków kariery 2 I 1945 r. przewodniczył rozprawie jako porucznik WSG w Rzeszowie. Z ciekawości wrzuciłem "Julian Giemborek" do wyszukiwarki okazało się że ma całkiem pokaźną kartotekę Tu mamy artykuł o WSR w Białymstoku http://www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20030502/MAGAZYN/305020004 niestety nie podali żadnych dat kiedy tam urzędował za to ciekawy cytat o nim "8. Julian Giemborek doczekał się nawet nieprzychylnej opinii Zarządu Sądownictwa Wojskowego: „Wykazywał słabą znajomość prawa polskiego i prawie zupełną nieznajomość polskiej teorii prawa. Zdobyte w Związku Radzieckim wiadomości prawnicze starał się stosować w sposób mechaniczny. Cechował się despotyzmem i dużym uporem. Cały swój wysiłek kierował na wymiar jak najsurowszych kar, uważając to za najważniejszy problem w wymiarze sprawiedliwości.” ". ta ósemka to liczba kar śmierci orzeczonych przez niego ogólnie cały artykuł mimo że z 2003 roku to bardzo ciekawy. Potwierdzał by moje przypuszczenia że to ten sam gość. Przyszedł z LWP gdzieś ze Związku Radzieckiego stąd po polsku dobrze nie mówił. Zgodne opisem jaki przedstawił Stachowiak.

wtorek, 21 maja 2013

Wszystkich którzy nie mogli skomentować wpisów lub ich komentarze utknęły bardzo przepraszam. W tej chwili ustawienia zostały zmienione tak aby każdy mógł komentować. Jednak zostawiam sobie prawo moderacji opublikowanych komentarzy jeśli będą w nich wyzwiska pod jakimkolwiek adresem. Za niedogodności przepraszam ustawienia zostały zmienione celowo że bym nie miał na blogu bałaganu. Niestety nie zauważyłem że google wprowadziło też swoje zmiany typu opcja komentowania tylko dla użytkowników google +. Komentarze powinny być w zasadzie anonimowe nikt nie powinien nikogo zmuszać do podania swojego imienia i nazwiska jeśli dana osoba tego nie chce. Na nikim specjalnie nie wymuszałem podania danych w zamian za możliwość skomentowania.

Odpowiedź na komentarz Pana Ireneusz Selerowicza.

Panie Ireneuszu bardzo przepraszam że Pan komentarz czekał prawie miesiąc na publikację. Porobiłem coś z ustawieniami w blogu. Zwykle otrzymuję powiadomienie że pojawia się komentarz tym razem tak się nie stało i dopiero dziś zauważyłem że komentarz oczekuje na publikację. Ogólnie też prawie nikt tu nie zagląda to też ja jak nie mam potrzeby wchodzenia na blog nie sprawdzam dokładnie co się dzieje. Łatwiej jest napisać na mejla podanego z boku wtedy odzywam się od razu.
Wie Pan co właśnie z przykrością stwierdzę że ja nic mądrego na ten temat nie napiszę bo nie wiem. Kochane państwo polskie jak powołało IPN to wyraźnie zapisało kto ma prawo dostępu do jego zasobów. Wynika z tego prawa tyle że jak ktoś nie jest dziennikarzem, naukowcem (ewentualnie kimś kto pisze jakąś pracę na temat)lub pokrzywdzonym (ewentualnie jego rodziną) do akt dostępu niby nie ma. Od dłuższego czasu zastanawiam się jak to ominąć. Na razie jestem zmuszony tylko czytać wszelkie książki nawet te pisane za poprzedniego ustroju. Obecnie jestem w trakcie lektury książki Tadeusz Walichnowskiego "U źródeł walk z podziemiem reakcyjnym w Polsce" wydanie z 1980r spisuje sobie niektóre przypisy dotyczące "Groźnego" (numery akt są dokładnie podane) może kiedyś uda się coś wyciągnąć.
Jestem zaskoczony tym co mi tu Pan napisał bo nie pamiętam że bym spotkał się z jakimś opisem tych sytuacji. W sumie nie powinno mnie to dziwić że czytelnik wie więcej ode mnie gdyż ja nie jestem naukowcem i urodziłem się sporo lat po wojnie. Bloga zacząłem pisać bo taka była potrzeba. Dzisiaj najwięcej w to co tu i na "podziemnejwielkopolsce" wnoszą rodziny ofiar po obu stronach i czytelnicy. Jeszcze raz postaram się przewertować to zostało napisane w publikacjach będących obecnie w moim posiadaniu i jeśli coś znajdę ciekawego dopiszę. W tej chwili myślę że łatwiej było by Panu jako rodzinie pokrzywdzonego zwrócić się do IPN o konkretne dokumenty.

Pozdrawiam i dziękuję za komentarz

Komentarz Pana Ireneusza Selerowicza z dnia 27 kwietnia pod postem krytyka
"Nie będę pisał żadnego komentarza,bo zbyt mało wiem na ten temat.Interesuje mnie wykonanie wyroku śmierci na moi dziadku Andrzeju Chojnackim zam. wieś Władysławów 4 gmina Dalików.Wyrok karę śmierci w imieniu Rządu Londyńskiego miał wykonać żołnierz tego Oddziału
ps.Kamień z Ozorkowa.Czy może mi Pan napisać jakie zarzuty postawiono mojemu dziadkowi w styczniu 1946 roku ,że pędzono jego w bieliżnie po śniegu wczasie styczniowej mrożnej zimy na miejsce stracenia t.j. we wsi Lubocha obok domu Bolesława Pawlaka,ktÓremu udało się uciec oknem z pokoju ,bo też zostalby stracony.Wtedy nie miałem ukończonych jeszcze 6 -ciu lat i o tych wydarzeniach słyszałem od różnych ludzi iczasie.
Pan może mający dostęp do ró żnych dokumentów przybliży mi stan faktyczny i poda winę mojego dziadka Anrzeja."