środa, 6 stycznia 2016

Спасибо вам большое за повышение статистику посетителей из Российской Федерации, но ничего конкретнго вы, глядя на меня, пожалуйста, прекратите это делать.

piątek, 23 października 2015

Kilka pomysłów żeby urzędnicy nie musieli podpisywać się pod nieswoimi tekstami

Takich sytuacji jak ta nie należy komentować najlepiej udać że się nie widzi. Ale to jedyny jak dotąd raz kiedy ktoś się połaszczył na to co zrobiłem. Więc muszę zrobić wyjątek niech każdy wie co o takich sprawach myślę.
Jak już napisałem wcześniej nie to mnie razi że ktoś wziął mój tekst i kopię zdjęcia bez pytania mnie czy mi się to podoba czy nie. Drażni mnie to że ktoś nie pofatygował się żeby popracować nad tekstem pod którym się podpisał. O nie, przepraszam skrzywdziłbym osobę która ten tekst zamieściła stwierdzeniem że nie pracował nad tym co zamieścił. Przecież łatwo stwierdzić, że ten tekst to kompilacja dwóch nie związanych z sobą tekstów o lokalnej historii. Żeby je znaleźć trzeba było sporo się naszukać potem zaznaczyć zrobić kopiuj wklej. Szkoda tylko że na sprawdzenie pisowni nie wystarczyło już czasu. Przypomina mi to szkolne czasy a przecież urzędnik chyba powinien już dawno szkołę skończyć, ba nawet studia. Czym wyżej ktoś wykształcony tym więcej należy od niego wymagać. Przynajmniej tego żeby znalazł możliwie najlepiej napisany artykuł o oddziale „Groźnego”. I jeśli już mu się nic więcej nie chce robić, czyli pisać coś od siebie na jego podstawie. Skopiował go i wkleił z podaniem źródła. Nie wiem czemu tak nie zrobiono. Rozumiem że oprócz tekstu o getcie w Czachulcu Janickiego nikt nic nie napisał w tym temacie a sam tekst był ogólnie dostępny na bodajże nieoficjalnej stronie gminy Malanów. Stąd mu go zwinęli bo nic innego pod ręką niejaki nie mieli. Ale, że no mój ktoś wziął to już jest szczyt szczytów bo ani on jedyny ani nawet dobry w dodatku dopiero teraz zauważyłem że jest błąd ortograficzny w tekście i kto wie czy nie było błędów merytorycznych (chodzi mi o umiejscowienie potyczki).
Postarałem się wykrzesać z siebie resztki czegoś co można nazwać empatią żeby zrozumieć działania gminy. Poszperałem tam i siam wyszło z tego że w gminnej bibliotece publicznej w Malanowie nie mają żadnej książki o oddziale „Groźnego” do tego najwidoczniej nikt nie wpadł na pomysł żeby poszukać kogoś kto ma albo lepiej wie coś na ten temat. Dziwne że wydawano miliony na Dni Malanowa słynne w całej okolicy a na książkę za 40 zł nie było dla biblioteki. Teraz pewnie też nie będzie albowiem czytałem o cięciach w budżecie. Była jeszcze opcja tańsza kupić smsem dostęp do artykułu dr. Jerzego Bednarka w Rzeczpospolitej za jakieś chyba 3 zł nie pamiętam dokładnie ile bo dawno temu kupowałem poza tym jest jeszcze artykuł w „Uważam Rze Historia” ciężki i nieciekawy ale jest można dostęp do niego kupić. To jest opcja dla ubogich skąpych i leniwych do szczytu możliwości. Istniej jeszcze jedna opcja pomiędzy nią a na bogato wydawałoby się że ta opcja jest dla biednych ale kosztuje więcej i wymaga trochę poświęcenia należy jechać do jakiejś biblioteki w okolicy i wypożyczyć albo skopiować interesujące fragmenty. W Skarżynie chyba mają w Turku mają na pewno to tylko dwie najbliższe lokalizacje gdzie jeśli mnie pamięć nie myli były książki. Trzeba tylko w paliwo do samochodu zainwestować albo wsiąść na rower i jechać wtedy było by za darmo a do tego ekologicznie i zdrowo.
Jeżeli jednak nadal nie ma na książki (ja już nawet nie myślę o wizycie kogoś z urzędu w IPN) to proponuję aby złożyć się na książki. Może zacznę jednak reklamy na blogu zamieszczać i zachęcać do klikania na nie a cały niewielki dochód z nich przeznacza dla biblioteki kto wie? Mnie moja kolekcja na temat wielkopolskiej drugiej konspiracji kosztowała w ciągu kilku lat około 1000zł to nic w porównaniu z zarobkami wójta który o ile dobrze gdzieś przeczytałem ma jakieś 6 albo 8 tyś na miesiąc. Zastanawiam się nawet w tej chwili czy nie kupić im jakiejś i nie podarować bibliotece żeby już żaden leniwie urzędnik nie musiał kraść. Takie łamanie ustawy o prawie autorskim może mieć kiedyś konsekwencje prawne dla obecnego i byłego wójta. Tylko dlatego że ich pracownik nie podał źródła i na dodatek się podpisał pod artykułem na stronie którego nie jest autorem. Nie wiem ile takich nadużyć może tam jeszcze być ale jeśli choć jedna osoba zacznie się procesować będzie wesoło i może być kosztownie. Sam nie jestem święty ale ja to inna sprawa zawsze gdzieś podaje źródła na których oparłem tekst i piszę bo jak nie ja to za kilka lat szlag trafi całą historię „Groźnego” dzięki takiemu Janickiemu i niektórym lokalnym historykom .
Tak na koniec do włodarzy tejże gminy proponuję uczcić chociaż pamięć Stanisława Przybylaka ufundujcie mu jakąś tabliczkę w miejscu gdzie się urodził albo nazwijcie chociaż ulicę jego imieniem. Skoro nie chce się napisać nic swojego na temat „Groźnego”. Cholera to jest tragedia żeby mieszkać na terenie gminy gdzie rozgrywała się historia jednego z lepiej opisanych oddziałów i potrafić tylko skopiować zdjęcie oraz kilka linijek tekstu na jego temat. W tym samym czasie urządzając od groma zawodów sportowych imprez kulturalnych z jedną z największych popijaw na wolnym powietrzu w powiecie zwanych Dniami Malanowa (podobno do zeszłego roku). Nawet były wójt PKS zrobił przynoszący straty w dziesiątkach tysięcy a brakuje 40zł na książkę. Poszperałem po oficjalnej stronie gminy wyszło że marsz przeciwko dopalaczom można zorganizować ale lekcji z historii lokalnej np. z okazji 1 marca to już nie. Wszyscy w powiecie już chyba od lat coś robią aby upamiętnić oddział „Groźnego” prelekcje konferencje składanie kwiatów na grobie postawienie kamienia i tablicy pamiątkowej. A w Malanowie urzędnicy gminy tylko potrafią buchnąć tekst z mojego bloga. Mogli by chociaż zapytać powiadomić było by miło, ale nie po co? Czułbym się zaszczycony że pomogłem w upamiętnieniu historii oddziału na terenie tej gminy. Tyle że szczęśliwy bym nie był bo mam alergię na leniwce. A może powinienem temu leniwcowi być wdzięczny za mój niechciany i niespodziewany debiut na oficjalnej stronie gminy? Końcu gdyby nie ten ktoś nie zagościła by tam moja radosna twórczość. Może też powinienem zrozumieć że skoro się nie podpisuje nigdzie (słowo autor wymusiło na mnie google) mógł nie wiedzieć jak się podpisać za mnie więc podpisał się swoimi inicjałami. Natomiast wiedział jednak doskonale komu skroił tekst o getcie więc tego że się pod nim podpisał już nie rozumiem ale ja mało rozumny jestem.
Po wnikliwym przeanalizowaniu strony gminy Malanów stwierdziłem że może jest gorzej niż myślałem. Materiał skrojony u mnie (nie mam pretensji)znajduje się dokładnie na jednej z podstron gminy Malanów. Tam każde sołectwo ma swoją stronę i ta strona podstrony itd. okazuje się że prawdopodobnie jednak nie urzędnik w gminie nagrzebał a ktoś z Czachulca Starego. Inicjałów K.K. może używać Krzysztof Kowalski tamtejszy sołtys. W związku zz tym powinienem zmienić tytuł postów np na pozdrawiam pana sołtysa czy coś.

Dzień później

Obejrzałem jeszcze raz cały portal informacyjny szacownej gminy i okazało się że na 17 sołectw tylko Czachulec Stary ma coś o swojej historii plus jeszcze sołectwo Żdżenice opis zabytków. Cienko coś. Chwali się więc sołtysowi Czachulca Starego że pomyślał, tylko dlaczego tak na odpierdol traktuje się własną przeszłość?


czwartek, 22 października 2015

Pozdrawiam K.K

Chciałbym pozdrowić administrację strony http://czachulec-stary.malanow.pl/aktualnosci/getto-wiejskie-w-czachulcu i autora/autorkę artykułu. Przeglądam sobie co jakiś czas co w szerokim Świecie słychać no i dziś wpadłem na to cacko. Alem się uśmiał kiedy zauważyłem fotografię oddziału "Groźnego". Nie mam żadnych praw do niej i z tego co wiem to nie zgłosili się do nikogo spadkobiercy autora więc się nie czepię tego co zrobili. Sam ją sobie zwinąłem z książki (jak IPN będzie krótkie tytuły wymyślał to tytuł kolejnej książki postaram się zapamiętać a tej zawsze zapominam bo za długi swoją drogą dobrze że IPN nie wymyśla nazw ulic)w bibliografii do obydwu blogów jest jej pełen tytuł albo zdjęcie okładki. Chyba prawa nie złamałem skoro podałem źródło i nigdy nie twierdziłem że to zdjęcie jest moje. Zawsze starałem się nie nadużywać cierpliwości twórców. Jeżeli coś brałem to jak najmniej i tylko jak mi było bardzo potrzebne. Wyjątek baner na blogu i stronie. Moja propozycja rekompensaty dla spadkobierców autora którą zamieściłem gdzieś na blogu jest całkiem poważna i aktualna. Dobra ale do sedna. Kiedyś na drugim moim blogu zamieściłem zdjęcie jak ilustracje do wpisu o oddziale "Groźnego" dla ułatwienia link do tego bloga co nie wypalił http://podziemnawlkp1945-56.blogspot.com/2010/07/oddzia-groznego.html#links . No i co widzimy? Pożółkłe zdjęcie i w dodatku krzywe jakieś, przycięte nieudolnie jeszcze kartkę widać z książki. Tak, tak ja za pomocą nie pamiętam już czy aparatu czy telefonu zrobiłem kiedyś zdjęcie zdjęciu potem trochę "pokolorowałem" i przyciąłem w jakimś darmowym programie dodawanym do windowsa żeby nie było tak mocno widać niedoskonałości. No i cóż wygląda na to że zdjęcie żyje sobie nowym życiem :D.
Pozdrawiam bardzo się cieszę że ktoś się na moją fuszerkę połaszczył.Tylko czemu akurat moją tyle dobrze zeskanowanych zdjęć jest a ci moje wzięli.
Edit. czy jak to się piszę Zdjęcie jak zdjęcie ale dopiero teraz zauważyłem że coś mi tekst o "Groźnym" za bardzo znajomo wygląda. Rozumiem że może nie być w gminnej bibliotece żadnej porządnej książki na temat bo pieniądze na Dni Malanowa poszły np. A teraz po zmianie władzy jest zaciskanie pasa więc nie kupią. Ale nie mogę znieść jednego że w urzędach pracują leniwe półgłówki którym nie chce się nawet błędów ortograficznych poprawiać. Dwa ja jak ja, moja praca była typowo odtwórcza co widać niestety. Natomiast fragment z pracy o getcie na Czachulcu to już jest przegięcie. Mimo że nie cierpię podejścia autora tekstu do sprawy oddziału "Groźnego" to jednak uważam że powinno być podane źródło na stronie. Facet w odróżnieniu od urzędnika wydał pieniądze na paliwo szperał po aktach i przeprowadzał wywiady tylko po to żeby ktoś komu nie chciało się nawet tyłka zza biurka ruszyć zrobił artykuł z kompilacji dwóch zerżniętych tekstów i jeszcze się podpisał. To co zrobił podchodzi pod paragraf i w końcu może na niego i jego szefa ściągnąć konsekwencje prawne z tytułu praw autorskich. Ja, jak ja mam to gdzieś wkurzają mnie leniwce i dusigrosze. Bo na prawdę jechać kilkanaście km do Turku żeby wypożyczyć książkę w bibliotece to nie jest wielki wydatek ani problem. Taki sam jak napisać do mnie wiadomość że mojego tekstu użyto byłbym zaszczycony a tak jestem smutny :D i niepełniony��

czwartek, 27 sierpnia 2015

Tadeusz Stachowiak żołnierz niezłomny żołnierz wyklęty- moja opinia

Z ciekawości książka tą przeczytałem w ciągu jednego dnia mimo że nie jestem sprinterem jeśli chodzi o czytanie. Nie było to jakieś mocno trudne ze względu na to, że nie jest to niestety książka obszerna. Niecałe 200 stron przeplatane zdjęciami i mapkami. W formacie powiedziałbym kieszonkowym zależy od tego kto jak szerokie kieszenie ma (u mnie się zmieściła bez problemu). Obszerność i format są jedynymi mankamentami i dodam że niewielkimi. Chciało by się żeby tych wspomnień było więcej dlatego to jest dla mnie mankament którego staram się nie widzieć ponieważ jakość tych wspomnień jest duża. Natomiast jeśli chodzi o format przeszkadza jedynie przy oglądaniu mapek. Po prostu są małe, a bardzo szczegółowe. I w odpowiednich miejscach (czytasz o akcji w ogródkach działkowych czy desancie na Placu Bankowym i zaraz obok masz mapkę sytuacyjną, super sprawa). Za to można tą książkę wszędzie ze sobą wziąć bo jest mała i poręczna mimo że ma sztywną oprawę. O ile zdejmiemy z niej najpierw obwolutę żeby jej nie poniszczyć bo jest całkiem ładna i było by jej szkoda.

Tak pięknie wydanej książki o tak przemyślanej pod każdym względem konstrukcji nie pamiętam. Nie zapomniano nawet o zakładce w formie sznurka (nie pamiętam kiedy ostatnio coś tak przydatnego widziałem). Szkoda że papier jest szary (niestety to już norma przyzwyczaiłem się). Za to nie jest szorstki i to mi się podoba bo przyjemniej się kartki przewraca. Być może dlatego, że jest tak ładnie wydana ta książka tyle kosztuje. Cena w tej chwili nie jest mała w stosunku do wielkości książki nad czym ubolewam (mogła być ciut niższa). Z drugiej strony wiem za co płacę. I rozumiem że nie jest to książka wydana w takim nakładzie żeby można było zmniejszyć cenę. Wizualnie od pierwszej karty po ostatnią ta książka bardzo mi się podoba.

Bardzo ładnie napisane wstęp i zakończenie przez córkę Tadeusza Stachowiaka panią Barbarę Lipską. Między nimi wspomnienia pisane ręką głównego bohatera. Pierwszą częścią książki jest życiorys. Potem część wspomnień od początku konspiracji do Powstania Warszawskiego potem okres Powstania. Okres po opuszczeniu terenu walk czyli od szpitala na drugim brzegu Wisły przez wszystkie etapy tułania się aż po więzienie. Oczywiście wszystko jest podzielone chronologicznie na rozdziały. Nie piszę streszczenia więc tylko w dużym skrócie opisałem zawartość. I na tym się kończy ta część. Zaczynają się pamiętniki pisane w więzieniu. Na końcu są 2 listy do niego. Tyle by było na temat zawartości.
Nie jestem polonistą oceniając jako czytelnik uważam, że Tadeusz Stachowiak spisał swoje wspomnienia jak ktoś zawodowo trudniący się pisaniem. W dzisiejszych czasach wielu słynnych ludzi ma parcie na pisanie swoich biografii ale niestety muszą to robić z pomocą dziennikarzy żeby jakoś te książki wyglądał. Tu nie, wszystko jest napisane bardzo ładnie wszelkie poprawki byłyby zbędne mimo że autor w więzieniu narzekał na swoje braki z języka polskiego. Jak widać nadrobił je i mimo upływu lat nadal potrafił dobrze pisać (chciałbym tak potrafić pisać). Mnie się sposób w jaki jest napisana ta książka bardzo podoba

Ponieważ blog jest poświęcony oddziałowi „Groźnego” tej części w końcu czas poświęcić uwagę. Niestety nikt kto interesuje się oddziałem „Groźnego”, a miał już w ręku stare wydania „Echa Turku” z wspomnieniami Tadeusza Stachowiaka nie dowie się niczego więcej. To samo jest tam i w książce. Możemy się tylko dowiedzieć już z pamiętników więziennych czemu pod Prażuchami został razem z rannym kolegą o relacjach z Aliną z domu Borucką. Wcześniej o szczegółach ucieczki z Lublina i przeprowadzce do Bydgoszczy. No i oczywiście z książki dowiedziałem się skąd wziął się plakat z procesu będący w posiadaniu jego rodziny do dziś (jeden z dwóch znanych). Czego nie dowiedziałem się od wnuka. Ale tego nie zdradzę jeśli miałoby to zmniejszyć sprzedawalność nakładu nawet o jedną książkę. Pozostał mi niedosyt w temacie oddziału „Groźnego”.

Szkoda też, że nie opisał co było dalej we Włoszech o swoim powrocie itd. Był to bardzo ciekawy i chyba najlżejszy wątek. Dla kogoś kto się zajmuje Powstaniem Warszawskim niewątpliwie ta książka, to gratka ze względu na dokładność opisu desantu na Placu Bankowym, działalności kurierów itp. Bardzo dokładnie bez upiększeń pokazywania siebie w lepszym świetle jak to w pamiętnikach bywa.
Dla zwykłego człowieka nie interesującego się żadnym z powyższych zagadnień ta książka też może być ciekawa. Mamy w niej obraz człowieka urodzonego przed wojną w rodzinie wojskowej gdzie wpajane mu są pewne wzorce potem w pamiętnikach z więzienia obserwujemy jak zrobiono mu wodę z mózgu. Przynajmniej ja tak to odbieram bo nagle człowiek który walczył o wolną Polskę. W czasie Powstania dowiedział już jaki jest komunizm. Potem doświadczył na własnej skórze jak przebiegały śledztwa prowadzone przez komunistów. Wstępuje bez namysłu do oddziału „Groźnego”. Zostaje skazany najpierw na śmierć potem na długoletnie więzienie. Stwierdza w niektórych momentach że to co robił po wojnie czyli walka w oddziale „Groźnego” było błędem. I wszyscy którzy walczą dalej z komunizmem popełniają błąd. Chce pracować dla Polski Ludowej bo tak było by lepiej pożyteczniej. Zwrot o 180 stopni w poglądach. Dla mnie nie jest to już do końca zrozumiałe czemu człowiek z tego pokolenia po takich przejściach zaczynał w pewnym momencie tak rozumować. Oczywiście to nie ja siedziałem w więzieniu więc nie wiem jak ono wpływa na umysł w młodym wieku. Szkoda że pamiętniki się urywają być można byłoby mi łatwiej zrozumieć taką postawę nie tylko autora wspomnień, ale wielu innych którzy też nagle zaczęli się wstydzić swojej przeszłości i nie przyczyniło się do tego więzienie. Po drugie jak w każdych wspomnieniach mamy obraz czasów które wspomina bohater widzianych jego oczami. Niestety autor skupił się tylko na kilku istotnych dla niego zdarzeniach mimo że na pewno miał co pisać. Zawarte w tych opisach spostrzeżenia i jego własne odczucia są bardzo interesujące.Znowu chyba napiszę szkoda że tak te wspomnienia są okrojone.
Nie wiem jak zakończyć mój nudny wywód na temat tej książki. Książka przynajmniej dobra. Mnie się ją czytało rewelacyjnie. Wszystko zwięźle na temat bez zbędnej gadaniny. Chociaż dobre gawędziarstwo też nie jest złe zależy tylko czy autor nie przesadził. Niestety mało było o tym co mnie interesowało w tym wszystkim najbardziej. Dobrze że Stachowiak przy spisywaniu wspomnień nie zapomniał o tym okresie, a rodzina umieściła to w książce.
Gratuluję wszystkim dzięki którym ta książka powstała i jest tak ładnie wydana. To był naprawdę dobry pomysł.
Takie małe porównanie wielkości. Standardowy rozmiar książki IPN i te wspomnienia.
Widok bez obwoluty.

niedziela, 23 sierpnia 2015

Wyprowadzam się

http://oddzialgroznego.weebly.com/ Powstała strona na razie poprawiam teksty. Może trochę logiczniej i bardziej po polsku będą napisane. Tutaj nawet nie pamiętam co gdzie i kiedy pisałem. Wiem że należałaby się lepsza strona zaawansowana technicznie z treścią niewyglądającą jak zamach na język polski. No ale jest i tyle i jest moja. 11 lat temu nie było nic w tym temacie oprócz strony pana Henryka Czarneckiego. Po iluś latach marzeń o własnej stronie dzięki kreatorowi weeby jest. Blogspot też jest fajny i interia. Ale to nie to. Blog trzeba prowadzić regularnie a nie ma na to materiału.

Plakat

Do piątku myślałem że jest tylko jeden plakat z procesu, który odbył się w kwietniu 1946 roku w Turku. Jakie było moje zdziwienie kiedy otworzyłem pocztę a tam list od wnuka por. Tadeusza Stachowiaka i ten link . Okazuje się że o drugą kopie należy go pytać i trochę zmienić wzmianki o tym plakacie w książkach. Jak już mowa o książkach poinformował mnie również że udało się wydać książkę o Tadeuszu Stachowiaku. Niezupełnie bez problemu udało mi się znaleźć księgarnię gdzie jeszcze mam nadzieje była.Głupio będzie jak nie uda mi się jej przeczytać bo się spóźniłem. Krótki opis

Chciałbym panu Tomaszowi serdecznie podziękować że zechciał się tym wszystkim podzielić. No i czekam na swoją książkę dopiero potem może coś napiszę.
Tak ładnie żarło i zdechło jak mawiali wstawiłem aktywne linki i jak zwykle wszystko ok niby a linków nie widać. Trudno dam pod spodem
https://drive.google.com/file/d/0B35kUBf8Xq3OYThPVmRFZHQtRzg/view
http://aros.pl/ksiazka/tadeusz-stachowiak-zolnierz-niezlomny-zolnierz-wyklety

środa, 26 marca 2014

Pierduleton

Ten mój pseudo felieton dotyczy problemu niededukowanej prowincji. Wiadomo na prowincji z edukacją słabo zwłaszcza na wisi i miasteczkach wiele małych szkółek z niedużą liczbą dzieci . W większym mieście podobnie mimo, że ma prawa miejskie to szanowne instytucje państwowe patrzą na szkolnictwo i ludzi w kategoriach drugorzędnych jeśli ma ono burmistrza a nie prezydenta. Nie wystarczy mieć szkoły średnie trzeba też mieć wielkość odpowiednią. Aby poprawić stan rzeczy i udowodnić że na prowincji też można kształcić dobrze i nowocześnie nie tylko w kierunku zawodowym, ale i nauk humanistycznych. Dyrekcje szkół dwoją się i troją żeby w Dniu Pamięci o Żołnierzach Wyklętych i okolicach tego święta nie zabrakło znamienitych gości. Najlepiej z IPN bo to podnosi prestiż danej szkoły. Wiadomo nikt więcej nie wie o lokalnej historii niż pan z doktoratem choćby ten doktorat był zrobiony np. nie wiem z powstania wielkopolskiego. Są oczywiście tacy którzy swoje doktoraty i całą pracę zawodową oparli na badaniu powojennej historii. Ci są pożądanymi i cennymi gośćmi dlatego ciągle zajęci. Jak do tej pory sami się tacy trafiali. W tym roku ktoś w IPN z Poznania uznał że prowincja nie zasługuje na nic dobrego. Ciemnogród nieznający własnej historii da się zaspokoić paroma opowiastkami o dzielnych żołnierzach z oddziału „Groźnego” i będą szczęśliwi.
Plan może i by się udał gdyby nie ten przeklęty Internet i te portale które z każdej ważnej imprezy zdają relację. Nawet mało wyrobiony w temacie czytelnik mógł w reportażu zauważyć że nagle z grupy kilkudziesięciu funkcjonariuszy UB, milicjantów, funkcjonariuszy NKWD. Powstała grupa 1300 osobowa. „Groźnemu” przybywa ludzi w obstawie bo w przyrodzie musi być równowaga skoro jednych autor prelekcji cudownie rozmnożył niczym mój adwersarz internetowy z który podważa wszystko co z „Groźnym” związane. On lubi jak widzę rozmnażać Żydów na papieże a pan doktor ubeków. Tym razem pierwszy i chyba ostatni raz zgodzę się z nim w kwestii poprawek które zrobił na forum pod artykułem ale tylko tam gdzie nie mnożył Żydów. Fantazja prelegenta z IPN godna Zagłoby rzekłbym. Dalej jest tylko lepiej liczby, liczby z tyłka wzięte niczym e. coli. Taki młody człowiek wyrasta potem na niededukowanego idiotę bez swojej wiedzy i zgody nawet jeśli chciał i uważał co chciano mu na zajęciach przekazać. Jak widać na załączonym obrazku są tacy którzy słuchali uważnie i potwierdzili ,że to nie piszący notkę jak kiedyś sugerował ktoś z czytelników pił wódkę zanim napisał artykuł dotyczący obchodów 1 marca tylko pan z doktor.
Lepiej było kilka dni wcześniej w muzeum, ale nie wiele. Ani jednym zdaniem nie czepię się doktora Sierchuły ponieważ znam jego prace. I tylko ten kto jego artykułów na oczy nie widział powie że był nieprzygotowany pokaz był po łebkach. Pokaz był inny łatwiejszy w odbiorze niż jego „nudne”, czasami ciężkie w odbiorze artykuły. Temat był niesamowicie ciężki mimo to przeszedł przez niego jak profesjonalista sprawnie o punktualnie bez zbędnego gadania. Być może to zasługa tego że takich wykładów daje kilkanaście może kilkadziesiąt w roku.
Natomiast klątwa prowincji objawiła się w postaci wysłania wprost z Poznania doktora Kucharskiego. Nie twierdzę że był zupełnie nieprzygotowany. Nie znał tematu zupełnie. Coś tam wiedział. To kumaty człowiek znający historię Wielkopolski. Tylko akurat nie specjalizujący się w temacie oddziału „Groźnego” co było widać mimo tego że dość sprawnie poradził sobie z wieloma rzeczami. Czy jest sens wysyłać w teren takich ludzi jak on? Podejść do tematu w IPN zapewne było takie skoro nikt nie chce jechać do tego 30 tyś. wypizdowia z pięknego bogatego Poznania to wyślemy naszego „Bonda”Kucharskiego on załatwi sprawę na prowincji ci ludzie mało wiedzę więc i tak nie zauważą że coś jest nie tak.
Tymczasem ta prowincja i dalsza prowincja z poza powiatu chce wiedzieć więcej, znacznie więcej. Wiedzieć więcej chcą zwłaszcza rodziny żołnierzy jak i ofiar oddziału. Pierwsi chcą wiedzieć co myśleć o swoich bliskich gdy czytają o egzekucjach. Wielu z nich wycierpiało wiele, tak wiele że dziś chcą tylko poprawki w tekście i milkną kiedy próbuje się do nich dotrzeć. Drudzy pytają się czemu ich krewni zginęli. Pytany o to wszystko nie umiem odpowiedzieć nie mogąc mieć dostępu do akt. Szukałem więc odpowiedzi w takim miejscu jak muzeum i wyszedłem z dużym niedosytem. Moje prywatne zdanie jest takie, że IPN przypomina sobie o czymś kiedy ktoś chce zdobyć tytuł doktora po odpowiedniej liczbie publikacji sprawa zostaje zamknięta, a dociekliwi odsyłani do pionu śledczego.
Jakiś czas temu bodajże burmistrz Turku pan Czapla apelował żeby nie pisać o Turku jako mieście emerytów bez perspektyw, bo czytające to agencje zajmujące się znajdowaniem dobrych miejsc pod nowe inwestycje mogą się wystraszyć. Jak na razie Turek i okolice są traktowane jako głęboka nie rokująca poprawy prowincja przez IPN. Skoro wysyła się ludzi z łapanki byle by miał „dr” przed nazwiskiem. Gorzej jak w ślady IPN pójdą inne instytucje które miały podnieść wiedzę uczniów i okolicznej ludności.
Smuci mnie fakt że po tylu latach podczas których zbierałem różne książki kserowałem artykuły, aby inni mogli wygodnie w fotelu przeczytać trochę faktów nadal ludzie nie napiszą pod artykułami takimi jak tamten „to jest bzdura”. Setki razy. Nie zaprotestują przeciwko olewaniu ich przez IPN. Testowaniu ich wiedzy, inteligencji i cierpliwości. Zamiast tego szarpią się zmieniając tok dyskusji pod artykułem doprowadzając każdorazowo do zamknięcia możliwości komentowania co za tym idzie zabroniono pokazania gdzie popełniono błędy w tekście cóż kogo portal ten decyduje. Natomiast pan doktor chyba tak mocno się zbłaźnił że Seńko (dyrektor ZST) widząc co się stało nie kazał puścić na stronie szkoły tej relacji. To samo zrobił konkurencyjny portal. Cóż wygląda na to że temat Żołnierzy Wyklętych jest w turkowskim internecie nadal, nie tyle wyklęty co przeklęty skoro tak się dzieje.

W tym peirduletoni (do felietonu to temu lata świetne brakują) autor zawarł subiektywne odczucia po konferencji w muzeum oraz przeczytaniu sprawozdania z odczytu w ZST w Turku. Wszystkich urażonych mam gdzieś.
Zrzuty ekranu z portalu turek.net.pl